Będę wdzięczna jeśli zostawicie komentarze ze swojej wizyty:)

Inne techniki

Tiulowe opaski



Tiulowe opaski dla małych księżniczek powstały na potrzeby chwili. Moja córka i moja chrześnica wybierały się na wesele. Chciałam małym pannom zrobić przyjemność i wymyśliłam opaski z tiulowymi kokardami. 
   Kolory są również nie przypadkowe. Jedna z dziewczynek miała tiulową sukienkę w kolorze różowym z białymi kropkami, więc dla niej powstała różowa baza z tasiemki i kokarda w kolorze biało-różowym. Środek zacisnęłam tasiemką w tym samym kolorze co baza i nakleiłam kryształki. 
  Druga dziewczyna miała sukienkę w kolorze ecru, więc dla niej powstała baza z jasnej tasiemki i kokarda z jasno różowego tiuli. Środek kokardy również został dopasowany do bazy opaski i przyozdobiony kryształkami. 
  Z wielkim zaciekawieniem oczekiwałam powrotu mojej córki, bo byłam ciekawa czy opaska przetrwa imprezę:). Na szczęście, mimo podobno bardzo dobrej zabawy, opaska jest cała i przetrwała w nienaruszonym stanie:). 
  Myślę, że taka opaska to fajny dodatek do stroju dla dziewczynki. Starałam się, aby kokarda nie była za duża, aby uniknąć przytłaczającego efektu. 
  Baza opaski jest plastikowa i owinięta błyszczącą tasiemką, którą zabezpieczyłam klejem termicznym. Środek kokardy zawinęłam dookoła kokardy i opaski,aby zasłonić połączenie kokardy z opaską. Zawsze wygląda to o wiele ładniej i estetycznie. 
Mam nadzieję, że opaski będą się Wam podobać:). 







Łapacz snów





Bardzo długo zazdrościłam Wam łapaczy snów:) Na waszych blogach czy grupach na FB, pojawiały się przepiękne propozycje, które chętnie bym widziała u siebie w domu. Ale czym są i skąd pochodzą? Zapraszam do lektury.

Łapacze snów to amulety, które wywodzą się z kultury plemion Indiańskich. Jest to przeważnie okrąg wykonany z drewnianego pręta np. wierzby, wewnątrz którego tka się sieć. Jest w tym ukryta pewna symbolika. Kolisty kształt ramy ma symbolizować cyklicznie powtarzający się krąg czasu - Matkę Ziemię, a wewnętrzna sieć - jedność rodziny z wszystkimi jej powiązaniami, czyli więzami rodzinnymi.

  Krążą różne legendy o tym jak one powstały. Jedną z nich jest opowieść o kobiecie, która zachwycona pajęczą siecią tkana przez pająka przy jej domu, chroniła ją przed ludźmi i rozbrykanymi dziećmi, aby jej nie zniszczyli. Pająk jednak któregoś dnia postanowił odejść i rzekł do kobiety: "Dziękuję ci bardzo, że mnie chroniłaś i osłaniałaś. W dowód wdzięczności ofiaruję ci niezwykły podarunek. Dam ci moją pajęczynę, która odtąd będzie chwytała wszystkie sny, które wejdą do twego namiotu. O świcie wszystkie twoje złe sny odejdą."
  Kolejna opowieść mówi, że dziecko pewnej kobiety z plemienia Siuksów, było dręczone przez senne koszmary. Poprosiła ona o radę miejscową przędziarkę, która poradziła jej przygotować sieć życia z gałązek wierzby i włókien bawełny.
  Zmierzenie się z łapaczem snów nie było trudne, ale i przysporzyło trochę kłopotów. Ze względu, że szydełkowanie było nie osiągalne, postawiłam więc  po prostu na utkanie pajęczyny:). Zainspirował mnie jeden z numerów Weny, gdzie krok po kroku pokazane jest  jak taką nić przeplatać, ale ja również wspomogłam się filmikami na YouTube, a na ten temat jest ich pełno. I tak w ten sposób przez kilka chwil poczułam się jak Spider-Woman:)
   Obręcz długo przeleżała w mojej szafie, bo nie miałam na nią pomysłu. Nie jest za duża, więc dobranie do niej serwetki było ciężkie i tak ją odkładałam cały czas na miejsce. W końcu przyszedł na nią czas. Przy pomocy osób trzecich:) metalowa obręcz została opleciona zwykłym sznurkiem jutowym. Następnie przechodzi się do utkania pajęczyny. Użyłam białego kordonka, a raczej resztki jaka została mi z wcześniejszych robótek. Na koniec doszyłam drewniany koralik w środku i dorobiłam zawieszkę. Końcowym etapem było przywiązywanie rożnych atłasowych tasiemek. Na niektórych zawiesiłam na końcu piórka. Dołożyłam jeszcze koralikowe girlandy, które dopełniły całości.
  Wykonanie takiego łapacza, po załapaniu metody przeplatania jest naprawdę błyskawiczne:). Mimo, że to pierwszy łapacz snów w moim domu, to bardzo mi się podoba;)





Informację o łapaczach snów pochodzą ze strony: http://multiculticlub.com/indianski-lapacz-snow-i-legendy-o-jego-powstaniu/ . 

Metamorfoza doniczek



Przez moją szydełkową i handmad'ową przerwę z powodu ręki, rozpiera mnie rękodzielnicza energia. Jestem niczym uśpiony wulkan jeśli chodzi o pomysły, które chciałabym zrealizować, a do końca nie mogę. Idę na szczęście już w dobrą stroną i staram się jakiś drobne rzeczy wykonywać w miarę moich możliwości.
  Przykładem jest moja metamorfoza doniczek, które przy pomocy męża i córki, zyskały nowy wygląd. Dawno temu zakupiłam doniczki w Pepco z fajnym nadrukiem, który niestety podczas słonecznych dni po prostu już wyblakł. A, że naoglądałam się Szelągowskiej to wzięło mnie na czarny kolor. Co prawda to nie tablicówka, a zwykły akryl za 4 zł tubka z KIK'a.
  Doniczki miały chropowatą fakturę i gładką powierzchnię w miejscu naklejki.Obawiałam się, że to gładkie miejsce będzie widoczne. Po drugim malowaniu wszytko pokryło się jednolicie, a i pomalowaliśmy raz trzeci tak dla pewności:).
  Nie chciałam aby doniczka była "goła" i tu z pomocą wkroczyła moja córka, która pomogła mi obkleić górę sznurkiem jutowym. Dodatkowo nakleiłam przy użyciu kleju termicznego cekinki listki i materiałowe zawieszki, które kupiłam na wyprzedaży w Qnszt.
Jak na razie z doniczkami się nic nie dzieje, a naprawdę tanim kosztem, bo materiały kosztowały ok. 10 zł, udało się uratować niezbyt już atrakcyjne doniczki.
Jak podoba się Wam ten pomysł?
Pozdrawiam:)









Filcowa biżuteria



Kochani, ostatnimi czasy z powodu braku możliwości szydełkowania, musiałam sobie znaleźć jakieś zajęcie, które będę mogła wykonywać, a które będzie mi się również podobało. Zajrzałam więc do moich zapasów filcu i stwierdziłam, że muszę coś z niego wykombinować.

    Tak powstała mała kolekcja biżuterii filcowej, która już jest dostępna w Butiku, gdyby ktoś z Was byłby zainteresowany.

   Biżuterię wykonywałam z dredów wykonywanych metodą filcowania na mokro. Najbardziej podobają mi się te melanżowe z merynosów, ale i sama pobawiłam się kolorami i połączyłam turkus z szafirem i wyszło to naprawdę bardzo fajnie.

   Natomiast jeśli chodzi o ptaszki to znalazłam wzór na ptaszka w gazecie Handmade, gdzie co prawda są wzory do szycia, ale przy użyciu papieru śniadaniowego jako kalki:), przeniosłam wzór na filc o grubości 3 cm. Ptaszki przyozdobione są kamyczkami sztrasu lub dżetami, albo jak w przypadku czerwonego ptaszka - czarnym serduszkiem z przeszyciem.

    Filc jest fajnym materiałem na wykonywanie ozdób i biżuterii i nawet miałam swój pierwszy debiut w uszyciu małej maskotki, którą na pewno pokażę Wam na blogu.
   A dziś zapowiadam, że wkrótce pojawi się na blogu rozdawajka z okazji zbliżających się drugich urodzin bloga:) Zaglądajcie i nie przegapcie jej:).
Pozdrawiam serdecznie:)


















Melanżowy filcowy naszyjnik



Moi Drodzy, mamy Nowy Rok 2016, a z nim wile planów i pomysłów, których realizacji bardzo serdecznie Wam życzę. Mój pierwszy w tym roku post będzie o filcowym naszyjniku jaki wykonałam w zeszłym roku na zamówienie. 
   Naszyjnik jest wykonany z wełny czesankowej za pomocą metody filcowania na mokro. Naszyjnik jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju, ponieważ melanż tworzyłam sama z trzech różnych kolorów wełny: zielonej, szafirowej i ceglasto czerwonej. W ten sposób każda kulka jest jedyna w swoim rodzaju. 
   Kuleczki po wysuszeniu umieściłam, na bawełnianym sznurku, przetykając pomiędzy nimi srebrne kuleczki. Każdy sznur jest innej długości, z odpowiednią ilością filcowych kulek. Na koniec dołączyłam zapięcia zaciskające i łańcuszek, aby dodatkowo można było regulować długość naszyjnika. 
   Bardzo lubię metodę filcowania na mokro i tworzenia własnych korali filcowych, ponieważ naprawdę można się bawić kolorami w dowolny sposób. jedynym minusem tej metody jest to, że dość wysusza ręce i trzeba trochę siły na toczenie kilkudziesięciu kulek;)
   Mam nadzieję, że naszyjnik Wam się spodoba i może nabierzecie również ochotę na filcowanie:) 
Pozdrawiam:)




Choinka z mchu


Pierniki ozdobione, rogaliki upieczone i polukrowane, jeszcze tylko upiec sernik, ogarnąć do końca dom, przeżyć jeden dzień w pracy i będzie Wigilia, a wraz z nią święta. W zeszłym roku na blogu pokazywałam Wam choineczkę z piórek. W tym roku postawiłam na coś zupełnie innego, a mianowicie na mech. Choineczka nie jest ciężka w wykonaniu, a że w jednym z marketów natrafiłam na przedświąteczną wyprzedaż ozdób choinkowych, to wszystko się pomyślnie skończyło:) Zastanawiacie się co jest potrzebne do wykonania takiej choinki? Naprawdę niewiele. Do wykonania tej choinki użyłam stożka styropianowego o wysokości około 30 cm, można również użyć stożka wykonanego z kartonu itp. Potrzebujemy również paczuszkę mchu, która będzie nas kosztować około 8 zł oraz klej termiczny z pistoletu. Cała filozofia to obklejenie stożka mchem. Próbowałam na różne kleje, ale na klej z pistoletu klei się najlepiej, ale niestety istnieje też większe ryzyko poparzenia sobie palców ( czego za pewne się domyślacie, że doświadczyłam ;)). Nie żałowałam mchu, chciałam, żeby była taka mięciutka  i gęsta. Po obklejeniu choinki zawieszamy na niej ozdoby jakie tylko chcemy lub dajemy życie starym, które leżakują na naszych półkach. Możemy pozawieszać bombki, łańcuchy, ale także możemy użyć suszonych owoców np. plasterków pomarańczy czy kokardek itp. Moja powstałą z małych bombeczek i sztucznych kwiatów poinsecji. Pod względem wielkości i kolorystyki świetnie pasuje do mojego pokoju, gdzie nie mam jak postawić większej choinki, więc mam swoją własnoręcznie wykonaną.







Filcowy naszyjnik


Nie samym szydełkiem żyje człowiek, a próbowanie innych technik rękodzieła jest również interesujące:) Już jakiś czas fascynują mnie wyroby z filcu- szale, zabawki, ozdoby, więc postanowiłam również tego spróbować. Filc możemy obrabiać na sucho lub na mokro. Ten naszyjnik powstał przez filcowanie na mokro. Co prawda, można w pasmanteriach kupić gotowe kulki, ale cała frajda jest w tym by utoczyć je samemu;) Nie będę zagłębiała się w technikę filcowania, ponieważ jest tak wiele stron i filmików, że tylko powielałabym dostępne tam informację. Koszt takiego naszyjnika nie jest naprawdę duży, za czesankę czyli wełnę z której robimy kuli zapłacimy około 2,5 zł, za srebrne przekładki zapłacimy około 2 zł za 50 sztuk, koszt zapięcia to około 1,5 zł i jakieś 2 zł za czarne rzemyki. Przeliczając koszt takiego naszyjnika to koło 8 zł. Jedynie co jeszcze musimy posiadać to kawałek folii bąbelkowej, szare mydło i ciepłą wodę oraz czas na jego wykonanie. Ja bardzo chciałam mieć filcowy naszyjnik, może nie jest rewelacyjny jak na pierwszy raz, ale jest własnoręcznie przeze mnie zrobiony i w tym mam całą radość:) Zachęcam Wam do poczytania na ten temat, bo naprawdę można wykonywać różne cudeńka z filcu. W archiwum wydawnictwa BPV, możecie znaleźć numer o filcowaniu. Również wydawnictwo publikujące Mollie potrafi wydało specjalny numer o filcowaniu, który można kupić na ulubionykiosk.pl lub na allegro. Pozdrawiam;)






Aplikator do dżetów



Aplikator do dżetów, jest to urządzenie, który w prosty i trwały sposób pozwala nam na ozdabianie materiałów dżetami. Za sprawą mojego męża stałam się posiadaczką takiego sprzętu, który można dostać w sklepach Tchibo. Szybko zakupiłam kolejne paczki dżetów i postanowiłam, że będę tworzyć. Jak na razie raczkuję w pracy z tym sprzętem. Może na początek kilka słów o aplikatorze. Urządzenie to posiada kilka końcówek dopasowanych do wielkości dżetów, lub płaskie do innych aplikacji, a także końcówkę do rozprasowywania. Dodatkowo w zestawie znalazły się dżety kryształki i gwiazdki oraz szczypce i podstawka. Całość zapakowana jest w naprawdę fajną skrzyneczkę. Dżety, które można wykorzystywać do tego urządzenia, muszą posiadać warstwę kleju i nazywają się hot-fix. Nie są bardzo drogie, bo w zależności od wielkości za 50 -100 sztuk zapłacimy około 5-10 zł. Miałam już pierwszy kontakt z tym urządzeniem i przyozdobiłam geterki mojej córki zgodnie z jej życzeniem. Wykonałam na boczkach dwa kwiatuszki i przykleiłam dwie gwiazdki. Może praca nie jest oszałamiająca, ale i tak jestem dumna, że znalazłam czas żeby chociaż zrobić coś takiego na początek, a w głowie już roją się nowe pomysły:) Przyklejanie jest pracochłonne i przede wszystkim czasochłonne, ale mnie to nie zniechęca. Znając mój energiczny charakter nie wiem skąd czerpię do tego cierpliwość:), ale widocznie mam jej jakieś pokłady;). Ozdabiać można wiele rzeczy ubrania, materiały, buty, kartki, poszewki na poduszki itd. Pamiętać jednak trzeba, że powinno się wykonać próbę na niewidocznej części, bo jednak mamy tu do czynienia z wysoką temperaturą. Ubrania z takimi aplikacjami możemy prać w temperaturze 30 stopni i najlepiej w worku do prania. Poniżej przedstawiam Wam zdjęcia sprzętu jak i mojej małej pracy;) Myślę, że będę Wam zdawała relację z moich dalszych działań z tym urządzeniem:) 








2 komentarze: