Będę wdzięczna jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza:)

czwartek, 21 lutego 2019

Makatka z jeleniem

Kochani, w mojej ankiecie, gdzie pytałam co chcielibyście zobaczyć na moim blogu: Wróżkę Zębuszkę czy makatkę z jeleniem, walka była niezwykle zaciekła, bo oba pomysły szły łeb w łeb. Ostatecznie zwycięzca może być tylko jeden, więc zapraszam na post o makatce z jeleniem i tak to ciężko było ją wykonać:) A dlaczego dowiecie się w dalszej części bloga:)
   Kiedy na Pinterest mignął mi wzór na jelenia, od razu jakoś skojarzyło mi się to ze stylem skandynawskim i coś w tej tonacji chciałam wykonać. Poszłam myślami trochę dalej i pomyślałam, że fajnie by było, gdyby wszystko było takie naturalne.


   Wygrzebałam więc z pudeł wełnę owczą, którą dwa lata temu kupiłam na wakacjach w Bieszczadach i postanowiłam działać, ale niestety spotkanie z wełną nie było tak piękne i cudowne...
   Choć efekt końcowy bardzo mi się podoba, mam pewne zastrzeżenia, które wynikają z wyboru materiału do szydełkowania.


   Szydełkowanie wełną okazało się może nieskomplikowane, ale nie do końca przyjemne. Nie chodzi tu nawet o szorstkość nitki. Najwięcej trudności miałam z tym, że nitka w swoim przebiegu ma różne grubości. Tu grubsza, a za chwilę cieńsza i tak efektem końcowym było to, że brzeg górny robótki pojechał mi w skos, a niektóre kratki są większe lub mniejsze, czego w efekcie końcowym tak bardzo nie widać, ale można zauważyć, bo głębszym przyglądaniu się.
  Ze skosem udało mi się poradzić znajdując odpowiednio wykrzywiony korzonek, który idealnie się dopasował.
 Kolejnym minusem jest to, że taka wełna dość łatwo się rwie. Wtedy nie pozostaje nic innego jak sztukowanie nitki i jest wtedy więcej nitek to zabezpieczenia.
  Trzecią rzeczą jest trudność sprucia robótki jeśli gdzieś nadarzy się błąd. W naturze wełny leży to, że się ona filcuje. Filcowanie to nic innego jak "łączenie" się włókien wełny z drugimi włóknami, a gdy przy przerabianiu je jeszcze zaciśniemy, to czasem nie pozostaje nic innego jak wycięcie fragmentu i dołączenie nowej nitki.
   Metodę jaką wybrałam było C2C (corner to corner), które przerabia się naprawdę wdzięcznie i ta metoda dość przydała mi do gustu:).


  Mimo, że szydełkowanie wełną owczą nie było proste, to i tak zakochałam się w tym końcowym efekcie. Makatka strasznie mi się podoba i już nie mogę się doczekać jak uda mi się ogarnąć remont pokoju w którym ona zawiśnie:).
Teraz czekam na Wasze opinie:) Jestem ich bardzo ciekawa;)