Będę wdzięczna jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza:)

niedziela, 27 maja 2018

Kajman Rene - Przyjaciele Pica Pau

Kochani, ostatnia cisza na blogu spowodowana jest tym, że bardzo wciągnęłam się w temat amigurumi. Niestety polski rynek ubogi jest w książki o tej tematyce, a dostępne na rynku wydanie Anny Specjalnej Amgurumi nie zawiera materiałów godnych polecenia. Zawarta tam wzory często są tłumaczone z błędami, jest coś w nich pominięte lub same zdjęcia nie zachęcają do wykonania danej maskotki.
 Dlatego zaczęłam szukać literatury obcojęzycznej i tak trafiłam na angielskie wydania i odnalazłam przez przypadek książkę "Animal Friends of Pica Pau" której autorką jest Yan Schenkel. Autorka książki pochodzi z Argentyny i jest znana w tamtejszym światku jako kreatorka ilustracji dla dzieci i zabawek szydełkowych, które zamieściła w powyższej książce. Postanowiłam ją zamówić i tak oto przedstawiam Wam jeden z efektów mojej pracy z angielskimi wzorami. Poznajcie Rene.


   Rene jest bardzo sympatycznym kajmanem, który uwielbia imprezy. Ma teraz okazję by z nich korzystać, bo wyposażony w muszkę wczoraj świętował Dzień Matki, a już szykuje się do Dnia Dziecka.
  Rene został trochę zmodyfikowany przeze mnie ponieważ w oryginale ma on niebiesko-biały sweterek, a ja postawiłam na kontrastowy czerwony. Najfajniejszym i uroczym elementem jest chyba czerwona czapka z pomponem.


  Całość wykonałam z włóczki Drops, ponieważ zielony kolor z serii Drops Loves You wspaniale wkomponował mi się w ten wzór. Ogólnie rzecz biorąc ta włóczka jest bardzo wdzięczna do szydełkowania zabawek. Używam do niej szydełka 2,0 mimo, że producent zaleca 3,5, aby uzyskać bardziej zwarty splot.


  Zabawa z Pica Pau jest bardzo interesująca, ponieważ jest to inny sposób szydełkowania zabawek niż spotykałam się do tej pory. Zabawki zawarte w książce są bardzo zróżnicowane jeśli chodzi o poziom trudności. Bardzo podoba mi się to, że autorka stara się by jak najmniej było elementów doszywanych, a większość była wykonywana w całości lub wrabiana w robótkę. 
  Podoba mi się, że te zabawki są nieco inne, ale dopracowane w każdym szczególe. Mają swój styl, który ma w sobie sporo uroku:).
Dajcie znać jak podoba się Wam Rene, bo jeśli ktoś by chciał go przygarnąć do swojego domu, to powiem Wam w sekrecie, że Rene jest wolny:)


niedziela, 20 maja 2018

Beżowa serwetka z elementów

W trakcie moich ostatnich poszukiwań co bym tu mogła wyszydełkować, natrafiłam na fajny wzór elementów szydełkowych. Bardzo spodobał mi się wzór, a że po obrusie, który robiłam dla siostry chyba z 3 lata temu, pozostało mi trochę kordu postanowiłam go wykorzystać.


  Bardzo dawno nic z niego nie robiłam, ponieważ nie za bardzo przepadam za robótkami z jego użyciem. Nie chodzi tu może o śliską nitkę, ale o sam efekt końcowy robótki, bo kord daje dość ścisłe sploty.
  Znaleziony przeze mnie wzór jakoś do kordu mi pasował, a że potrzebowałam jakiejś nowej serwetki na mały stoliczek do salonu, to połączenie kordu z tym wzorem wydawało mi się dobrym posunięciem.


   Kord nie należy do łatwych w obróbce, zwłaszcza, że mam traumę po usztywnianiu obrusu z tej nitki. Nie wiem czy pamiętacie, że kiedy chciałam usztywnić obrus z kordu w Łudze, zrobił mi się z niego kamień. Nie pomagało namaczanie, dopiero wypranie  w pralce w 90 stopniach rozmiękczyło go do normalnego stanu. Nie miałam wtedy nic do stracenia, a sposób okazał się skuteczny:)


  Tym razem serwetkę po prostu tylko rozprasowałam, bo po tej traumie nie mam odwagi usztywniać czegokolwiek z tej nitki:).
 Serwetka jest skromna i prosta  może nie do końca jestem zadowolona z efektu końcowego to i tak uważam, że nie jest źle.


  A Wy macie jakieś doświadczenie w pracy z tym kordonkiem? Piszcie śmiało:)
Pozdrawiam serdecznie:)

środa, 16 maja 2018

Szydełkowa makatka

Obecnej mody na tkane makatki nie da się nie zauważyć. Nie powiem żeby ta moda mi się nie podobała, bo tkane makatki są bardzo urocze i można tworzyć naprawdę fajne i nowoczesne kompozycję pasujące praktycznie do każdego wnętrza.
  Wielu z Was mogło się spotkać z makatami u swoich babć. Królowały one wtedy przeważnie w kuchni, a były to haftowane kawałki materiału z jakimś obrazkiem i przesłaniem, dotyczącym Boga czy gościnności w danej chacie czy domu.
 Obecnie królowymi domów stały się tkane makatki, a ja bardzo zapragnęłam mieć taką u siebie:).
 Ze względu na brak krosna, a i okrojonego czasu na naukę kolejnej techniki, zaczęłam się zastanawiać czy jest możliwe stworzenie takiej makatki na szydełku? Mam nadzieję, że dzisiejszy post będzie odpowiedzią na to pytanie:).


   Pierwszym krokiem do stworzenia takiej robótki było wybranie odpowiedniego wzoru. Z tym nie było większego problemu, ponieważ jest to fragment wzoru, który wykorzystywany jest do toreb wayuu, a znalazłam go na Pinterest.


  Drugiem krokiem było wybranie odpowiedniej włóczki. Postawiłam na bawełnianą włóczkę Drops Loves You oraz Camilla. Chciałam aby na białej bazie pięknie odznaczały się piękne kolory włóczki Drops. Teraz pozostało już tylko szydełkowanie, ale okazało się, że jednak to nie był koniec.


  Po wykonaniu makatki czegoś mi brakowało. Postanowiłam wybrać kontrastowy, turkusowy kolor grubszej włóczki z Dropsa i wykonać na dolnym brzegu frędzelki. Okazało się to dobrym posunięciem, ale jeszcze czegoś mi brakowało...
  Tak wpadłam na pomysł dodaniu pomponów. Użyłam dużych i małych, które wkomponowałam we wzór i wtedy już moja robótka była skończona.


Ostatnim elementem było znalezienie odpowiedniego patyczka, na którym mogłabym umieścić taką makatkę. Przez ten drobny element robótka przeleżała w szafie prawie pół roku. Sprawa okazała się nie taka prosta jak myślałam. I tak nastał weekend majowy i porządki na działce. Podczas wykopywania pnia po złamanym drzewie, okazało się, że jego korzenie są idealne do mojej robótki. Szybko oskalpowałam kawałek i zostawiłam go na słońcu do wysuszenia i tak otrzymałam idealną bazę.


 Jak widać szydełkowa makatka może być również urocza. Najważniejsze dla mnie jest to, że jest w stu procentach moją pracą wykonaną od a do z.
Mam nadzieję, że moja makatka zainspiruje Was do tworzenia własnych kompozycji do czego bardzo Was zachęcam:).
Pozdrawiam


czwartek, 10 maja 2018

Mała turkusowa serwetka

Zmorą każdego szydełkowicza jest szacowanie. Musimy określić ile potrzebujemy włóczki czy kordonka na daną pracę, a nie zawsze używamy włóczki podanej w gazetce czy w książce. Śmiało mogę powiedzieć, że chyba mało kto korzysta z opisanych materiałów:).
  Ja przyznaję się bez bicia, że zawsze podoba mi się inny kordonek czy włóczka, a podane we wzorze materiały są u nas nie dostępne lub bardzo drogie. Ale dlaczego szacowanie jest zmorą? Ręka w górę kto nie miał sytuacji w której zabrakło mu nitki na ostatnie okrążenie, a jeszcze gorzej na ostatnie sploty potrzebne do zamknięcia okrążenia.


  Mnie nie raz zdarzyła się taka sytuacja. Najgorzej jest z pozostałościami włóczek po wcześniejszych robótkach. Siedzę wtedy wpatrzona w motek i zastanawiam się czy starczy czy nie starczy:).
Tym razem jeśli chodzi o turkusowy kordonek starczyło z powodzeniem i nawet coś tam jeszcze zostało. Tak właśnie powstała mała turkusowa serwetka. Po prostu chciałam wykończyć ten kolor kordonka, a mój kosz na kordonki nie zamykał się właśnie przez jeden nieskończony motek, więc trzeba było jakoś tej sytuacji zaradzić.


   W tej małej serwetce podoba mi się wplecenie techniki filetowej z pięknymi, bujnie wyglądającymi splotami dookoła, na delikatnych pikotkach kończąc. Uważam, że ma ona swój urok, zwłaszcza, że ta czterolistna koniczynka w środku powinna przynieść szczęście.



 Wzór na tę serwetkę znalazłam w jednej z gazetek szydełkowych, a użyłam resztki kordonka Max w kolorze turkusowym oraz szydełko 1,5.
 Mam nadzieje, że też jesteście zdania, że małe serwetki też potrafią być urocze;)
Pozdrawiam:)


niedziela, 6 maja 2018

Szaro-miętowo-żółty pled

Kochani, przepraszam za tę dość długą ciszę na blogu. Nie chcę się tłumaczyć, ale musiałam trochę naładować baterie i nabrać energii, bo ostatnie dni kwietnia były dla mnie ciężkie i jakoś też przesilenie wiosenne bardzo na mnie źle działało. Ale dziś po odpoczynku na magicznym Polesiu, mój zregenerowany organizm jest gotowy do działania:).
  Na początku chciałabym Was zaprosić do Iwony z bloga SzydełkoweCudasie na wpis o tym co szydełko ma wspólnego z farmacją. Dziękuję Iwonie za tę propozycję, a artykuł możecie przeczytać klikając TUTAJ. Serdecznie Was zapraszam do jego przeczytania:).
Teraz wracam do mojego dzisiejszego tematu, a jest nim moja przygoda z szydełkiem tunezyjskim.
Od dawien dawna zanosiłam się na pracę z tym narzędziem, ale jakoś zawsze nie było okazji. Jednak kiedy zamawiałam włóczki i trafiłam na fajne kolory mięty i słonecznej żółci, to od razu wiedziałam, co mam zrobić.


  Wszystko zaczęło się od tego, że potrzebowałam pledu, którym spokojnie mogę zakryć sobie nogi. Mój organizm chyba nie grzeje mnie równomiernie, bo przeważnie od pasa w górę jest mi ciepło, a gorzej jest w drugą stronę, czyli od pasa w dół:). Ze względu na to, że posiadam tylko same duże koce, pomyślałam, że fajnie byłoby wyszydełkować sobie jakiś ciepły, ale lekki pledzik.


 Wzór na enterlaca od dawna chodził mi po głowie. Podobnie było z kolorami - szarym, miętą i żółtym. Bardzo podoba mi się połączenie tych trzech kolorów, a wzór z prostokącików ładnie to podkreśla.


   Chciała uzyskać prostokątny kształt, więc poszczególne elementy są prostokątne, a nie kwadratowe. Tak otrzymałam wymiar 110x135 cm .
Choć wykonanie takiego koca to dość żmudna praca, ale warta zachodu. Prostokąty przerabia się w miarę szybko, jest tylko dużo nitek do schowania:).


Brzeg kocyka wykonałam słupkami reliefowymi, ponieważ chciałam, aby nie był on prosty, ale lekko falował. Zapomniałam dodać, że użyłam włóczki Kotek i szydełka 4.0.
  Szydełkowanie metodą tunezyjską wzoru entelac ma swoje zalety. Jest to metoda wydajna jeśli chodzi o włóczkę, elementy łączymy ze sobą w trakcie przerabiania, więc nie musimy ich dodatkowo zszywać. Dodatkowo możemy sobie regulować długości boków elementów i otrzymać kształt prostokątny lub kwadratowy. Ostatnim plusem jest to, że można użyć zwykłego szydełka do włóczki i otrzymamy taki sam efekt. Jedynym minusem jest chyba tylko czasochłonność:).


 Nie wiem czy mieliście już swoje przygody z szydełkiem tunezyjskim, ale bardzo Was zachęcam do spróbowania jeśli jeszcze nie mieliście z nim do czynienia.
Ciekawa jestem czy też sięgacie po tę technikę, więc piszcie śmiało o swoich przygodach:).
Pozdrawiam:)